Ta myśl chodziła mi po głowie przez całe popołódnie, a gdy zdecydowałem że idę, to Paweł stwierdził że idzie ze mną.
No dobra mu mówię, ale za wrażenia nie odpowiadam.
Brodzik, kran na wysokości kolan, temperatura otoczenia-po niżej zera, temperatura wody-nie zamarza.
No dobra do dzieła. Po chwili cały obóz, co ja piszę cała sawanna dookoła Kilimandżaro słyszała mó ryk. Lodowata woda spływała po moim ciele lana czerpakiem wprost na głowę. Nie wiem, czy skóra bolała mnie z zimna, czy z poparzenia. Różnicy chyba w tym momencie nie czułem.
Łazienka była przelotna i co jakiś czas do latryny szedł jakiś koleś, i każdy widząc co ja wyczyniam przyśpieszał kroku zasłaniając oczy.
A mój kompan? Paweł uciekł, wrzeszcząc że on taki prysznic pierdoli.